sobota, 21 czerwca 2014

22. "...I nie zastanawiaj sie, chce żebyś zaskakiwał mnie..."


- Zabrałeś mnie na Horror?! Nie lubię ich, bo... się boję... 
- Będzie dobrze, on podobno nie jest taki straszny.
Film się zaczął i wszystko byłoby dobrze, ale osiemnastolatek też nie lubi horrorów, bo się ich boi. Mimo wszystko zrobił to dla... to się okaże dlaczego...


Kiedy film się NARESZCIE rozpoczął, po 25 minutowych reklamach (-.-) , Abi położyła dłonie na kolanach i mocno je zacisnęła. Na ekranie wyświetlił się napis:
,, Film powstały na podstawie taśmy znalezionej przez policję w domu martwego Marka K. "
Zdziwiona spojrzała na równie zaskoczonego i trochę już poddenerwowanego chłopaka.
- Będzie dobrze.- szepnął, ale w gruncie rzeczy nie był już taki pewien genialności swojego pomysłu.
Początek ,,Paranormal Activity" zaczął się normalnie. Przyjazd do nowego domu, widzowie dowiadują się tego i owego o bohaterach i BUM! Okazuje się, że Kate, studentka anglistyki i dziewczyna Marka, twierdzi, że od wczesnych lat dziecięcych odczuwa obecność duchów w swoim otoczeniu, i podejrzewa, że przybyły one za nią do nowego domu.W związku z tym, wynajmuje medium, doktora Fredrichsa, który po krótkiej wizycie w posiadłości klientki dochodzi do wniosku, że nie jest ona nawiedzona przez złe duchy, a przez demona. Katie dowiaduje się, że ów demon żywi się negatywną atmosferą panującą w domu, a jego zamiarem jest nawiedzanie i dręczenie bohaterki w każdym miejscu, w którym się znajdzie. Przed wyjazdem Fredrichs radzi Katie i Micah, by nie kontaktowali się z upiornym intruzem oraz poprosili o pomoc w jego wypędzeniu cenionego demonologa, doktora Johana Averiesa. Na swoje własne nieszczęście, para ignoruje tę poradę i − zrezygnowawszy z radykalnej metody medium − montuje na statywie w sypialni kamerę, by w ten sposób za jej pośrednictwem śledzić wszystkie ewentualne zdarzenia paranormalne, które mogą mieć miejsce podczas ich snu. Liczą na rozwiązanie problemu.
Kamerze udaje się uchwycić kilka nadprzyrodzonych sytuacji, które początkowo zdają się być dla bohaterów mało istotne. Podczas jednej z pierwszych nocy od zainstalowania aparatu, otwarte drzwi sypialni samoistnie się poruszają, a na parterze słyszalne są kroki.
- Eeee póki co nie ma nic strasznego, nie? - powiedziała nerwowo Abi, lekko się trzęsąc.
- Taaaak...- uśmiechnął się do niej szeroko, ale gdy odwrócił głowę, przełknął ze zdenerwowania ślinę.
W następnej scenie widać, że zachowanie Micah, pomysłodawcy swoistego eksperymentu, irytuje demona do tego stopnia, że nocne zjawiska z niepokojących stają się przerażające. Ze snu bohaterów wyrywają odgłosy wybuchów oraz nieludzkie dźwięki dochodzące z głębi domu. Abi gwałtownie podskoczyła na fotelu i mocno złapała za rękę Rossa. Zaskoczony chłopak wydarł się na całą salę. Kilku nastolatków siedzących nad nim głośno zachichotało. Blondyn szybko zapadł się w fotel, a Abi spojrzała na niego przepraszająco. Kiedy zażenowany chłopak był już pewien, że nikt nie zwraca na niego uwagi usiadł normalnie i spojrzał na ekran kina. Katie właśnie wstała z łóżka i stanęła nad nim Micah'em, wpatrując się w niego uporczywie przez kilka godzin. Następnie wyszła z domu i zasiadła na podwórkowej huśtawce, gdzie ze zdziwieniem zastał ją wkrótce Micah. O żadnej z tych czynności nie pamiętała nad ranem.
Kiedy Micah przynosi do domu planszę ouija i planuje odprawić seans spirytystyczny (pomimo jasnego zakazu wykonania seansu przez doktora Fredrichsa), zirytowana Katie wychodzi. Gdy salon, w którym pozostawiona zostaje plansza, opuszcza też Micah, kamera rejestruje kolejne niewytłumaczalne zjawisko − okultystyczny przyrząd zaczyna się poruszać po blacie stolika i w pewnym momencie zostaje pochłonięty przez ogień. Pożar samoistnie gaśnie po chwili.Następnej nocy Micah rozsypuje po podłodze przed sypialnią proszek, by w ten sposób sprawdzić, czy podczas jego snu po korytarzu przemieszcza się demon. Po przebudzeniu wspólnie z wystraszoną Katie odkrywają na przestrzeni sypialni i przedpokoju ślady stóp, które prowadzą aż na strych. Pomimo sprzeciwu dziewczyny, Micah udaje się na poddasze, gdzie znajduje zdjęcie młodej Katie, uważane za spalone w pożarze jej poprzedniego domu. O poranku bohaterowie zostają zaskoczeni przez dziwny huk. Abi słysząc to wyrzuciła w powietrze pudełko z popcornem, które obsypało idealnie ułożone blond włosy Rossa, a sól razem z ciepłym masłem dostała mu się do oczu. Głuptasek próbując je otrzeć, wtarł wszystko jeszcze bardziej, aż w końcu ku uciesze publiczności wyszedł do łazienki, aby zmyć z siebie lepką maź. Twarz dziewczyny siedzącej obok niego zrobiła się cała czerwona, a uszy zaczęły ją piec. Próbując powstrzymać się od śmiechu wzięła prawie już puste pudełko z popcornem z podłogi i wcisnęła gorące ziarenka do buzi. Nie był to jednak najlepszy pomysł, gdyż widok powracającego na miejsce chłopaka z mokrą głową i czerwonymi oczami tak ją rozśmieszył, że zakrztusiła się nimi i zaczęła głośno kaszleć i śmiać się jednocześnie. Ross chciał jej pomóc, ale to jeszcze bardziej pogorszyło sprawę. Widok nastolatków tak rozbawił publiczność, że przestali zwracać uwagę na film i z ciekawością przyglądali się młodym. A było na co patrzeć. Kiedy Abi wreszcie przestała się krztusić, spojrzała przepraszająco na Rossa, założyła mu ręce na ramiona i pocałowała. Spięty do tej pory chłopak rozluźnił się i otoczył dziewczynę ramieniem. Cała sala rzewnie westchnęła, a  nastolatki straciły ochotę na oglądanie horroru, więc oboje wyszli z sali kinowej i ruszyli ku wyjściu. Odnaleźli samochód Rossa i wsiedli do niego.
- Uff... nie jest jeszcze tak późno, ale i tak zawieź mnie szybko do domu... - powiedziała Abi patrząc na zegarek.
- Okey. -  zapalił auto i po chwili ciszy zaproponował spoglądając nieśmiało na dziewczynę - ...a co ty na to, żebym dzisiaj u ciebie został na noc w domu?
Nastolatka otworzyła szeroko oczy i spojrzała na blondyna, rumieniąc się. To pytanie mocno ją speszyło.
- Ale dlaczego? Co niby mielibyśmy robić? - spytała ze zdenerwowania.
- Jak to co? Spać?
- Ale jak? - pytała z małym przerażeniem.
- Eee... a jak się śpi?
- Nooo, normalnie?
- Właśnie! Czyli normalnie. - uśmiechnął się.
- Serio? Chcesz do mnie przyjść na noc, żeby spać? - spytała zdziwiona.
- Heh... może jednak nie tylko...
- Aha! - krzyknęła troszkę zbyt głośno. - To o co chodzi?
- Nie ważne, ale dowiesz się jak mi pozwolisz u siebie zostać.
- Wieeesz, nie chodzi o to, że ja nie chcę czy coś, ale moi rodzice...
- Hmm..?
- Są w domu... zobaczą cię ze mną i...
- Okey. Nie musisz kończyć, wiem o co chodzi. - powiedział zrezygnowany.
Ruszył gwałtownie autem i wyjechał z parkingu.
- Ale wiesz? Mam pomysł! Okey, zgoda. Zabieram cię do domu. To znaczy, ty raczej mnie tam zabierasz, a ja cię do niego wpuszczam. - Ross uśmiechnął się zawadiacko i przyspieszył.


~Kilka godzin wcześniej - restauracja~

Po kilku minutach kelnerka przyszła z deserami. 
- Proszę to dla Pani "Kwiecista polana z nutą słodyczy"
- Dla Pana "Dżungla" - powiedziała chichocząc pod nosem. 
- I proszę, dla Pana "Ukryta (PRAWDA" ..dum...Dum...DUM) ... miłość w lesie" - podając puchar lodowy dotknęła lekko ręki Rikera, zarumieniła się i odeszła.

We trójkę dość szybko zjedli pyszne desery, więc Rydel machnęła ręką na znak, że chce już rachunek. Moment później podeszła do ich stolika inna kelnerka i położyła kuferek z rachunkiem. Delly sięgnęła do torebki, ale Ratliff zatrzymał ją i sam wciągnął portfel z kieszeni.
- Co ty robisz? Ja was zaprosiłam, więc ja zapłacę. - broniła dziewczyna.
- Nie ma mowy. Kto tu jest facetem? Ja czy ty? - spojrzał na rachunek i schował do kuferka daną kwotę. - blondynka westchnęła.
Wstali, a kierując się do wyjścia Riker rozejrzał się ostatni raz po restauracji.
Ell i Rydel ciągle gadali i śmiali się, za to on był nieobecny. Z zamyślenia wyrwał go krzyk jakiejś dziewczyny. Młodzież obróciła się za siebie i zobaczyła jak jedna z kelnerek biegnie w ich stronę krzycząc:
 - Proszę Pana, zapomniał Pan komórki! - Chłopak patrząc jak jej mundurek i włosy rozwiewa wiatr, uśmiechnął się, bo była to ta sama błękitnooka kelnerka, która dotknęła jego dłoni w restauracji. 
- Dziękuję. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.  
- Drobiazg. - mrugnęła do niego i pobiegła w stronę pracy.
Blondyn patrzył na nią do momentu, gdy weszła do restauracji. Kiedy się odwrócił, zobaczył wpatrującą się w niego siostrę i przyjaciela.
- What...? - spytał z poważną miną.
- Hahaha! Ktoś tu się zabujał, ktoś tu się zabujał. - zaczął podśpiewywać Ratliff.
- Nie zachowuj się jak dziecko Ell.
- Riker, żeby tak w pierwszej lepszej kelnerce, którą znasz ...- mówiła Delly spoglądając na zegarek- ...40 minut? 
- God! W nikim się nie zakochałem, okej? 
- Oj!Trochę więcej szacunku! Nie można dziewczyny nazywać 'nikim' - dogryzał przyjaciel.
- Koniec! Idźcie sami do domu! - krzyknął chłopak.
- A ty?!
- Rydel, a jaaa ... na pewno nie wrócę do tej restauracji, żeby pogadać z tą dziewczyną! Mówię to, żeby KTOŚ- spojrzał na przyjaciela- nic sobie nie pomyślał.
- Taaa? To co będziesz robił?
- Hmm. Pojadę do Rossa! Gdzie kolwiek jest! - odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Ale Riker! Hotel jest w tamtą stronę! - chłopak nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem.


~Dom Rebely~

Po 20 minutach nastolatkowie podjechali pod dom Rebely, jednak blondyn zaparkował samochód na pobliskiej uliczce. Stamtąd oboje poszli w stronę posiadłości. Kiedy zobaczyli jej bramę, Abi powiedziała:
- Dobra, teraz musisz być cicho, nie możesz pisnąć ani  słówka, nic!
- Nie mogę pisnąć słówka 'nic'? - zaśmiał się.
- Nie pora na głupie żarty. Nic nie mów i nie odtwarzaj mi scenariusza z Austina & Ally. 
Po cichu przekręciła kluczyk w furtce. Weszli na podwórko i podeszli na palcach do drzwi domu. Abi otworzyła je, weszła do przedpokoju, a następnie rozejrzała się. Nikogo nie było, więc na migi pokazała blondowi, żeby szybko wszedł na górę do jej pokoju. Dziewczyna ruszyła za nim, lecz gdy chciała wejść na schodach, usłyszała:
- Abbely Julie Rebely ! O której to się do domu wraca?!? 
Był to głos jej taty, który jeszcze przed chwilką drzemał w salonie na dole. Wściekła, że ją przyłapano, ruszyła w kierunku skąd dobiegał. Chłopak  w tym czasie rozpoczął poszukiwania pokoju nastolatki. Oczywiście pomylił pokoje i kiedy zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się po pomieszczeniu, oniemiał na widok...


Ważne!!!
1. Niedawno minął rok (wciąż nie możemy w to uwierzyć) odkąd zaczęłam prowadzić bloga ( a później dołączyła do mnie Oliwia :D )
2. BLOG MA JUŻ PONAD 10 000 ODSŁON, za co BARDZO wam DZIĘKUJEMY :*
3. Jak myślicie, dlaczego Ross oniemiał? I co zrobi Riker?
4. Prosimy, zostawcie komentarze <3
5. Na zachętę dodamy, że w następnych rozdziałach będzie dużo Rikera ;)

Nie wiemy jeszcze kiedy opublikujemy następny rozdział, ale nastąpi to w niedługim czasie  ;D

<3


poniedziałek, 16 czerwca 2014

POWRÓT

Hej !


Chciałam przeprosić wszystkich czytelników mojego bloga, za tak długą nie obecność. Ja i Oliwia miałyśmy dużo nauki (egzaminy gimnazjalne) i byłyśmy na wycieczce w Londynie, potem poprawianie ocen na koniec roku, załatwianie spraw z dokumentami do Liceów i tak ... zleciały... 4 MIESIĄCE O___O.Bardzo was przepraszamy...

Jednak powróćmy do teraźniejszości... za dwa tygodnie będą już wakacje... co równa się więcej czasu... Dużo więcej czasu..., dlatego będą duuuużo częściej i szybciej dodawane następne rozdziały... ja będę spędzać dużo czasu w moim  domu więc będę 
miała dużo czasu na pisanie ;) 

Następny rozdział jest już w większości napisany, musimy tam jeszcze nanieść trochę poprawek i będzie okey :) Powinien on się pojawić na blogu do 27 czerwca.
Mam nadzieję, że jeszcze czasami ktoś zagląda na tego bloga i przeczyta tą notkę =)


Basia <3

PS. Jesli przeczytałeś ten post, proszę zostaw komentarz ^^






środa, 12 lutego 2014

Nominacja do Libster Blog :)


Nasz blog został nominowany do Libster blog przez FallenAngel . 

Bardzo ci dziękujemy!!!!! <3
Szczerze mówiąc to ja się tego nie spodziewałam...
I zapraszam na jej bloga: http://herecomesforevergirl.blogspot.com/

Tutaj są odpowiedzi na twoje pytania :

czerwony - Oliwia
żółty - Basia
1. Jak usłyszałaś o R5?

Od mojej przyjaciółki, konkretnie od współblogerki Basi :D
Hmm... przez Austin & Ally, jak w Polsce zaczeli puszczać ten serial.
2. Ulubiony kolor?
Bordowy
Tęczowy :3 xD i niebieski, różowy, żółty
3. Co chcesz robić w przyszłości? (zawód)
Jeszcze do końca nie wiem. Coś związanego z żywnością lub medycyną <3
Jestem bardzo niezdecydowaną osobą, więc nie mam pojęcia... może coś z gastronomi....
4. Co się przyczyniło do tego, że zaczęłaś/zacząłeś blogować?
Zachęciła mnie Basia ;) Nie jest to co prawda mój styl pisania, ale lubię się kształcić.
Na początku napisałam na kartce, pewną historie o dziewczynie. Często do niej zaglądałam, ale nie pisałam dalszej części... aż po dłuuugim czasie natknęłam się na pewien blog o R5 i sama z biegiem czasu postanowiłam pisać bloga, a od jakiegoś czasu pomaga mi w tym Oliwia ;)
5. Właściwie dlaczego jesteś fanką/fanem R5?
Lubię ich za to jacy są. Za uśmiechy, styl, osobowość, radość z tworzenia muzyki.
Pewnie dlatego, że R5 jest G E N I A L N E !!! XD
Lubię ich za to, że są bardzo zgrani, radośni. Super śpiewają i piszą fajowe piosenki ^^ 
6. Ulubiony film?
Ciężko powiedzieć, ale jednym z nich jest ,, Marie-Antoinette"
Trudny wybór... zawsze mam problem z odpowiadaniem na tego typu pytania, bo często mój ranking ulega zmianie... Lecz bardzo podoba mnie się " W lepszym świecie" " Pamiętnik" ...
7. Jakie są Twoje zainteresowania?
Sport, muzyka, manga & anime, gastronomia, literatura, języki obce.
No to tu bedzie podobnie: Sport, muzyka, gastronomia, fotografia... taniec, śpiew, malastrwo, ogółem artystyka...
8. Ulubiony przedmiot w szkole?
Język angielski i w-f.
9. Ulubiony owoc?
Hmmm chyba kiwi :3
Banan ^^ brzoskwinia <3
10. Grasz na jakimś instrumencie?
Na mojej kochanej gitarze klasycznej *u*
Nie -.- :(
11. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Stać się taką, jaką chcę być.
Hmm.. nauczyć się perfekcyjnie angielskiego, wyjechać do USA lub Angli na dłuższy czas. Wyjazd do LA, zostać fotografem dla magazynu, zrobić sesje zdjęciową R5 i przez to zaprzyjaźnić się z nimi ^^ 
Bujna wyobraźnia ;)

Basia <3

wtorek, 11 lutego 2014

21. " Bo bez was ten świat niewiele jest wart, kiedy poznam się na nim, Chcę zawsze być z Wami, tylko z Wami "



- One już się nie liczą. Tato, nie rozumiesz, że nie potrafię przestać myśleć o Abi? Wiem. Wiem, że może to być błąd, ale jedyny, którego nie będę żałował, bo dzięki niemu jestem na prawdę szczęśliwy. - czując jak brat wkłada mu łokieć pod żebra, dodał. - Jestem przekonany, że Rocky czuje to samo, ale on nigdy nie umiał mówić o swoich uczuciach. - i dostał mocnego kuksańca w bok.

- Ja to wszystko rozumiem, ale nie sądzicie, że one mogą chcieć tylko pieniędzy? - tym razem odezwał się Rocky.

-  Tato, nie rozumiem i nie wiem wielu rzeczy, ale tego, że one nie interesują się naszymi zarobkami jestem pewien.
- Chyba nie pozostawiacie mi innego wyboru jak pogodzić się z tym, że stoicie za nimi murem. - uśmiechnął się lekko. - ale jak będzie mieć jakieś kłopoty to nie przychodźcie z nimi do mnie.- i roześmiał się.
- Tatooo! Jesteś czasem na prawdę okrutny.- wstali i uściskali go.

- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.- Ross poklepał go po plecach i powiedział:
- Skoro sobie już wszystko wyjaśniliśmy, to ja muszę lecieć.- Założył kurtkę i wyleciał z hotelu.

- A mu co znowu?
- Pewnie leci do Abi, a skoro już o tym mowa to ja też będę się zbierał.- i poszedł w ślady brata.
- Ech, kto by tam z ojcem chciał siedzieć, jak się ma takie ładne dziewczyny. - powiedział, uśmiechając się pod nosem. - a wy gdzie się wybieracie?? - spytał patrząc na zbierających się do wyjścia Ellingtona i Rydel.
- Myyy...idziemy na spacer, bo wczoraj Delly zobaczyła taką super restaurację. - odpowiedział chłopak i zamknął za nimi drzwi.
- Czyli pozostaje mi do towarzystwa tylko Stor...- nie dokończył, bo żona podeszła do niego, ucałowała w policzek i rzekła:
- Idę do sklepu kochanie, bo widziałam tam taką śliczną biżuterie, sam rozumiesz. To papa. - uśmiechnęła się i wyszła. Do pokoju wszedł Riker:
- Ooo jest jeszcze mój najstarszy syn. Nie chciałbyś czasami...
- Sorry tato, ale czy Ell i Rydel już wyszli? 
- No tak. Już kilka minut temu.
- To ja pędzę, bo chcę iść z nimi. Do zobaczenia wieczorem. - odrzekł blondyn i wyszedł.
- Aha...czyli do towarzystwa został mi tylko telewizor, komputer i telefon. Lepszego popołudnia nie mogłem sobie wymarzyć. - powiedział sam do siebie i włączył laptopa.


~Ross i Abi~
Poszedł na parking, mieszczący się za hotelem. Otworzył auto kluczykami i wsiadł do niego. Zaczął szperać w necie na komórce co może porobić popołudniu z Abi. Po krótkim namyśle zapalił samochód i ruszył. Gdy podjechał pod domek nastolatki pojawił się mały problem... nie wiedział, jak ma się z nią porozumieć, aby wyszła. Po chwili chwycił mały kamyk i rzucił go w jej okno. 
Dziewczyna na szczęście siedziała wtedy w swoim pokoju i rysowała. Słysząc cichutkie uderzenie w okno, wyjrzała przez nie. Widząc Rossa szybko przebrała się w dżinsy i t-shirt. Zbiegła po schodach na dół i wpadł do salonu, gdzie siedział Jack. 
- Tato idę ... na spacer. - pobiegł po trampki.
- Ale przecież byłaś na spacerze dwie godzinę temu.- zdziwił się
- No tak, ale to chyba dobrze, że się dotleniam i może wstąpię do biblioteki, a ona jest trochę daleko, więc tak szybko nie wrócę ... to papa - powiedziała chwytając dżinsową kurtkę i zamknęła za sobą drzwi. Kiedy wyszła z domu podbiegła do furtki, otworzyła ją i mocno przytuliła się do chłopaka. 
- To idziemy na spacer?? - spytała trochę zdyszana.
- Nie...porywam cię w miasto...
- Yy...co masz na myśli? - patrzyła na niego podejrzliwym wzrokiem.
- Zobaczysz... wsiadaj i jedziemy, bo mamy mało czasu. Blondyn odpalił toyotę i pojechali.
~Rydel, Ellington i Riker~
Najstarszy w końcu dogonił siostrę i przyjaciela. Cała trójka poszła zwartym krokiem do restauracji. 
- Daleko jeszcze ?? - spytał Ell po kilku minutach marszu.
- Znowu zaczynasz? - spojrzała na niego Delly.
- To znaczy? 
- Ostatnio w parku też marudziłeś.
- Możesz mi tego nie wypominać?
Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć, bo właśnie doszli do knajpki.
- No...to jesteśmy...
- I przepraszam co jest w niej takiego niezwykłego? - spytał zdziwiony Riker.
- Może z zewnątrz nie jest jakaś wyróżniająca się, ale gdy wejdziecie do środka, sami sie przekonacie. 
Po wejściu ich oczom ukazało się wnętrze wypełnione drzewami, było ich pełno...szczególnie przy ścianach, nawet nogi stolików były z dziwnych poskręcanych gałęzi. Usiedli przy jednym z nich i zaczęli przeglądać menu. 
- Ich specjalnościami są desery lodowe. - proponowała blondynka. 
Kiedy podeszła do nich kelnerka, rozpoczęli zamawiać:
- poproszę ... "kwiecistą polanę z nutą słodyczy" - powiedziała najmłodsza.
- ja poproszę deser "dżungla" - rzekł poważnie Ratliff
- Ale.. proszę Pana to jest deser dla dzieci.
- Haha. ... czyli w sam raz dla niego - Rydel zaśmiała się pod nosem.
- to ja zamawiam " Ukrytą miłość w lesie" - wtrącił Riker, bo szatyn chciał odpowiedzieć blondynce. Najstarszy rzucił hipnotyzujące spojrzenie kelnerce, która od razu ciepło się do niego uśmiechnęła. 
- Dobrze, więc za kilka minut przyniosę zamówienia. - odpowiedziała cały czas patrząc się na blondyna i odeszła.
- No, no... stary... co to było? - spytał szatyn, rozsiadając się.
- what? ... tooo...nic...takie tam,... nie istotne spojrzenie. - tłumaczył się.

~ Rocky i Oliwia ~
Szatyn wysiadł z auta i poszedł w kierunku bloku dziewczyny. Gdy doszedł do jej klatki. Zobaczył w oddali nastolatkę, która była bardzo podobna do jego ukochanej. Podbiegł do niej, a ona odwróciła się.
- Rocky?! - wytrzeszczyła oczy - co ty tu robisz?
- No jak to co... przyszedłem cię odwiedzić i sprawdzić jak się czujesz... a ty co robisz na dworzu ? Przecież jesteś chora...- powiedział podniesionym tonem głosu.
- Jestem na spacerze z psem, a poza tym już prawie wyzdrowiałam, i jutro idę do szkoły - końcówkę wypowiedziała z małym smutkiem.
- Oj nie przesadzaj, został ci tylko tydzień szkoły, więc nauki nie będzie zbyt dużo...
- Fakt...ale ja chce już wakacje...- rozmarzyła się.
- Nie martw się, ale teraz już chodź do domu.
- Wiesz... wole nie, bo jest moja mama.
- Oj..to powiesz, że przyszedł twój kolega i daje ci korepetycje - wymyślał Rocky.
- Jasne...korepetycje na ostatni tydzień roku szkolnego.
- Czy ja powiedziałem, że korepetycje z przedmiotów szkolnych?? - uśmiechnął się do niej.
- ...to znaczy? - patrzyła podejrzliwie.
- ... z gier komputerowych... 
- Haha... korepetycje z gier... ale wymyśliłeś... no dobra, chodź... - i dziewiętnastolatek podążył za dziewczyną.

~ Ross i Abi ~
Podczas podróży nastolatka uważnie patrzyła, gdzie jedzie chłopak. 
- Czekaj... czy my jedziemy do kina? 
- Dokładnie... - uśmiechnął się do niej.
Zaparkował samochód i poszli w stronę budynku. Blondyn przed wejściem założył kaptur i ciemne okulary. Sam podszedł do kasy, a dziewczynę zostawił przy sklepiku kinowym, z przekąskami. Po kilku minutach podszedł do niej już z biletami w dłoni. 
- To na co idziemy?? - spytała zaciekawiona piętnastolatka.
- Dowiesz się później... - mówił tajemniczo.
- Okeey... to kupimy m&m'sy?, bo ja je uwielbiam... 
- spoko i chcesz do tego cole? - zaproponował.
- Tak, i chyba to wszystko.. - chłopak zapłacił i poszli na sale kinową.
Oczywiście przed seansem nie obyłoby się bez reklam, Abi wtedy prawie zasnęła, ale gdy tylko dotknęła zmęczoną głową ramienia chłopaka, ocknęła się. Po chwili zabrzmiał straszny dźwięk i na ekranie pokazał się wielki napis "Paranormal activity". Blondynka zatrzęsła się, a Ross popatrzył na nią kątem oka, ale nic nie zrobił. Ona nachyliła się bliżej niego i szepnęła:
- Zabrałeś mnie na Horror?! Nie lubię ich, bo... boję się... 
- Będzie dobrze, on podobno nie jest taki straszny.
Film się zaczął i wszystko byłoby dobrze, ale osiemnastolatek też nie lubi horrorów, bo się ich boi. Mimo wszystko zrobił to dla... to się okaże dlaczego...

Hej, kolejny rozdział... tak wiemy, ostatnio nie dodajemy zbyt często postów na bloga, ale szkoła, nauka itp. sprawy. Teraz czekają nas przygotowania do egzaminu, więc nie wiemy kiedy będzie kolejny rozdział. To zależy od weny i szybkości naszej nauki -.- . 
Jeszcze jedno, tak jak pewnie każdy z was wie, 5 lutego odbył się pierwszy koncert R5 w Polsce. Byłam na nim, ale nie zrobiłam o nim żadnego postu, jeśli chcecie, żebym coś napisała o show i dodała kilka fotek to piszcie w komach. 
A i  nie zapomnijcie o tym, że jak czytacie rozdział to skomentujcie go, To dla nas bardzo ważne, bo motywuje do pisania :) .
Basia <3

Piosenka tytułowa:


<3

piątek, 31 stycznia 2014

20 cz.3 "Gdyby było coś nie tak zadzwonię, dzwonie dziś ty ciągle nic..."

Ross, pomimo panującej wokół niego przyjemnej atmosfery, był ponury i na niczym nie mógł się skupić. Marzył jedynie o tym, aby zerwanie z Abi było tylko snem. Kiedy w końcu rodzina opuściła salę szpitalną, Ross opadł na poduszki i zasnął.

Jednak o 2 w nocy przebudził się i przypomniał sobie, że miał zadzwonić do Abi. Popatrzył na ekran komórki i stwierdził, że nie będzie jej budził o tej porze, więc postanowił wysłać sms-a. 


''Hej, wiem, że jest 2 w nocy, 
ale wybudziłem się dzisiaj popołudniu, 
a ciebie przy mnie nie było. 
Przyjdziesz jutro,a tak właściwie to dzisiaj do mnie?"

A potem kolejnego:

"Nie za bardzo wiem jak tutaj trafiłem dlatego musimy się jak najszybciej spotkać i porozmawiać.

Dobra, nie przeszkadzam ci. Śpij dobrze i słodkich snów :* "


Dom rodzinki Rebely:
W pokoju rozległ się dźwięk sms-a. Telefon Abi leżał na szafce nocnej jej mamy. Kate przebudziła się i spostrzegła zapalony ekran. Była noc, więc postanowiła dalej spać, a jutro rano zobaczyć co to. Mało by brakowało, a wszystko wyszłoby na jaw.
Rano okazało się, że telefon jest rozładowany, dlatego mama nie przejmując się tym, schowała go do szuflady.


Poranek - szpital

Do pokoju Rossa wszedł lekarz.
- Dzień dobry panie Lynch. - przywitał się grzecznie.
-Dzień dobry - odpowiedział zaspany blondyn.
- Nie ma żadnych powikłań, więc dzisiaj wypisujemy pana.
- To super, a o której? - spytał ucieszony.
- Około godziny 15. Proszę, aby skontaktował się pan ze swoimi rodzicami. Jako, że nie jest pan jeszcze pełnoletni, nie może pan samodzielnie wrócić do domu. - mówił doktor.
- Ale panie doktorze, ja jestem pełnoletni, mam 17 lat. - powiedział chcąc poprawić lekarza.
- Pełnoletni?... może w Ameryce, ale nie tutaj. Brakuje panu roku. - rzekł i wyszedł z pokoju.
Ross zadzwonił do rodziców, którzy po godzinie zjawili się u niego w szpitalu. Chłopak widząc, że Abi mu nie odpisała, postanowił jeszcze poczekać, a potem zadzwonić do niej.


*poranek w domu Rebely*


W pokoju Abi, zabrzmiał głośny alarm. Blondynka otworzyła oczy. Kręciło jej się w głowie. Nie spała do trzeciej w nocy, siedziała skulona na łóżku i płakała z bezsilności. Tak bardzo chciała dowiedzieć się co u Rossa.  Zaczęła po cichu łkać, gdy ktoś otworzył drzwi do jej pokoju. Potem wdrapał się na łóżko i przytulił ją. Kiedy podniosła głowę, zobaczyła Bellę, tulącą się do jej boku.
- Nie płacz. . . Dlaczego płaczesz?
- Wiesz...to trudna sprawa, nie zrozumiesz.
- Skoro nie chcesz mi powiedzieć to idź już do łazienki, bo mama prosiła, abyśmy się pospieszyły.
- Jak mamy mało czasu to szybciorkiem biegnij do łazienki myć ząbki. - powiedziała weselej starsza. Bella wychodząc z pokoju, dodała:
- Wiesz...moja koleżanka z przedszkola oglądała gazetkę starszej siostry i powiedziała mi, że było w niej zdjęcie podobnej dziewczynki do ciebie. - i wyszła. Nastolatka zesztywniała.
- Super! Akurat teraz prasa nie ma innych, lepszych tematów na artykuły, niż moje życie. - pomyślała i poszła się szykować.
Zanim zeszła, zerknęła jeszcze do sypialni rodziców, aby sprawdzić czy na telefonie nie ma jakiejś wiadomości od blondyna, ale usłyszała głos mamy dochodzący z dołu:
- Abi pospiesz się!
- Już idę mamo ! - odkrzyknęła i zbiegła po schodach do kuchni.
-Masz tutaj kanapki do szkoły, a teraz zjedz mleko z chrupkami, bo nie mamy za dużo czasu. - Chciała już wyjść, ale przypomniało jej się co miała jeszcze powiedzieć córce. - I mimo, że został jeszcze tylko jeden tydzień szkoły, to masz się uczyć. Tak jak ustaliłyśmy. - powiedziała.
- Chyba ty ustaliłaś. - rzekła pod nosem nastolatka. - Tata jeszcze śpi? 
- Tatuś poszedł dzisiaj na 6 do pracy i wróci dzisiaj po południu.- powiedziała siostrzyczka.

Dziewczyny szybko zjadły śniadanie i pojechały z mamą. Abi do gimnazjum, a Bella do przedszkola. 

W tym samym czasie Mark i Stormie poszli po wypis Rossa ze szpitala, a on zaczął się pakować.
Potem poszedł z rodzicami do auta i pojechali. W drodze do hotelu Stormi zaczęła rozmowę:
- Twój lekarz powiedział nam, że przez jakiś czas nie wolno ci latać samolotami i się oszczędzać.
- Przez to musimy odwołać koncerty i zgłosić ekipie Austin&Ally, że musisz sobie zrobić miesięczną przerwę. - dopowiedział Mark.
-Ale nasi fani...
- Wiemy, ale nie mamy wyjścia. Twoje zdrowie jest najważniejsze. - rzekła mama.
Nastolatek nie wiedział jak ma się zachować. Czy dalej namawiać rodziców do kontynuowania koncertów, czy zakończyć dyskusję. Postanowił wybrać drugą opcję.
Kiedy zaparkowali przy Invotelu mama od razu poszła z nim do pokoju, a Tata wziął jego rzeczy, aby się nie przemęczał. 
Była godzina 10, więc wszyscy byli w mieszkaniu. R5 oprócz nieobecnego Rocky'ego przytuliło mocno na wejściu braciszka, a potem cała rodzinka zeszła na dół do jadalni. 
W tym samym czasie Abi czekała z utęsknieniem na szkolny dzwonek, który oznaczał koniec skróconych lekcji. Pomęczyła się jeszcze przez pół godziny a potem na jego dźwięk, wszyscy uczniowie skierowali się do szatni. Do domu wróciła około 15. Zdjęła trampki i rzuciła plecak na środek korytarza. Weszła do kuchni, wzięła jabłko, wyjęła z plecaka potrzebne książki do odrobienia lekcji i poszła do swojego pokoju. Po godzinie do domu przyjechała mama z Bellą. Dziewczynka od razu po zdjęciu bucików pobiegła do swojego pokoiku.
Około 17 Kate z najmłodszą córeczką poszła do sklepu, bo mała potrzebowała nowe ubranka, a Abi została sama w domu czekając na powrót taty.

*Wracając do R5*

Riker brzdąkał coś na gitarze i razem z Rossem, Rydel, i Ellingtonem układał słowa do nowej piosenki. Rocky w tym czasie był w drodze do chorej Oliwii. Stormie i Mark rozmawiali przez kamerkę z Ryland'em, który poleciał do Ameryki z powodu braków w nauce. Około godziny 16 rodzice Lynchów pojechali na zakupy, a Ross wykorzystując sytuację wyszedł z hotelu i pojechał gdzieś autem bez wiedzy jego rodzeństwa. 

*dom Rebely*

Jack podjechał pod dom, wysiadł z samochodu, wszedł na podwórko i zaczął szukać po kieszeniach klucza do domu. Lecz w tej chwili przy bramie pokazał się Ross i nie zauważając na tatę Abi, przystanął, wypatrując dziewczyny. Miał nadzieje, że może w taki piękny dzień będzie gdzieś na podwórku. Jack widząc stojącego niedaleko blondyna wpatrującego się w jego dom, podszedł do niego
- Cześć - powiedział wyluzowanym głosem (jak prawie nigdy) - Wiesz..przypominasz mi kogoś. - mówił przyglądając się Rossowi.
- Dzi-dzi-dzień dobry - zaczął jąkać się nastolatek - Jestem Ross Lynch. - przedstawił się.
- Aaaa..no wiedziałem, że gdzieś cię już widziałem np; na plakatach u mojej córki lub... w telewizji
- Naprawdę? Wiszę u niej w pokoju? Eeem znaczy nie osobiście, ale jednak. - i uśmiechnął się nieśmiało.
- A tak w ogóle to szukasz tu czegoś?? Bo tak przyglądałeś się temu podwórku.- zapytał podejrzliwie.
- Yyy...patrzyłem na tego pięknego pieska.- próbował łagodnie wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
- Taaak? Wiesz on jest rasowy i bardzo mądry. - chwalił się swoim kochanym zwierzakiem Pan Rebely i zaprosił chłopaka aby z bliska zobaczył pieska.
Wtedy Abi tchnęła ochota na spacer. Zbiegła po schodach na dół i zobaczyła, że ojciec jeszcze nie wrócił. Założyła buty, otworzyła drzwi i zamurowało ją. Zobaczyła swojego tatę rozmawiającego z Rossem na ich posesji. Nie wiedziała co ma zrobić. Z jednej strony  chciała podbiec do nich i mocno przytulić blondynka, ale z drugiej był tam jej ojciec i nie wiedziała dlaczego rozmawia z jej chłopakiem. Może Ross wszystko mu powiedział?Niee, blondynka odtrąciła tę myśl, bo wtedy on nie byłby taki radosny jak teraz, czyli nic o nich jeszcze nie wiedział.  Rozmyślała...
Kiedy tak  zastanawiała się co ma zrobić, do chłopaka ktoś zadzwonił. Po zakończeniu rozmowy telefonicznej powiedział:
- Właśnie dzwonił mój brat i muszę wracać, więc ja już pójdę. Nie będę panu przeszkadzał.- powiedział i ruszył w kierunku furtki.- Do widzenia. - gdy był już na chodniku obrócił się i zobaczył schowaną za drzewem Abi. 
- Hej tatuś. - podbiegła do niego i ucałowała w policzek. - Mogę iść na spacer z Belą? - zapytała niewinnie. Jack oczywiście się zgodził, a ona uradowana szybko skoczyła po smycz dla psa i ruszyła za nastolatkiem. Kiedy jej tata zniknął za drzwiami domu, rzuciła się mu na szyję. - Ross nawet nie wiesz jak bardzo mi ciebie brakowało. Strasznie się martwiłam tym, że zemdlałeś od razu po przebudzeniu. - po jej policzkach popłynęły łzy. - Ech, przepraszam, zmoczyłam ci trochę koszulę. - otarła je i odsunęła się od chłopaka.
-  Ale dlaczego nie zadzwoniłaś? Wiesz jak się wtedy czułem?
- Przepraszam, ja na prawdę chciałam tam być przy tobie albo chociaż zadzwonić, ale rodzice zabrali mi komórkę i nie pozwolili wychodzić z domu, oprócz do szkoły oczywiście. Ross, proszę...
- Rozumiem, nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. Było mi po prostu przykro i nie wiedziałem co o tym myśleć. Tak samo o tym, czy... czy my na prawdę zerwaliśmy? Znaczy to ty ze mną zerwałaś.
- Och... - Abi zesztywniała, a serce podeszło jej do gardła. - Ross, ja tego nie chciałam zrobić. Kocham cię całym sercem i nie potrafię sobie wyobrazić nikogo, kogo bym bardziej pokochała, ale ty niedługo wyjeżdżasz, a ja tu zostanę sama w Polsce. Jestem też przekonana, że poznasz kogoś w końcu w Ameryce i nasz związek straci dla ciebie sens.
- Proszę cię, nie myśl tak o mnie. Ja wiem, że odległość stanowi dość duży problem, ale to już nie tak długo, kiedy skończysz pełnoletność i będziesz mogła ze mną zamieszkać. - Abi odwróciła głowę.
- Ja nie zostawię rodziny. 
- Abi, posłuchaj. - ujął delikatnie jej podbródek i spojrzał w duże, błyszczące od łez oczy.- Jeśli ze mną zostaniesz, obiecuję ci, że będziemy latać do Polski tak często jak tylko zechcesz. Wiem, że to nie będzie to samo co teraz, ale kiedyś będziesz musiała się usamodzielnić i, i tak wyjedziesz. - blondyn przytulił ją mocno i zapytał. - No i co ty na to? Nie uważasz, że to najlepsze wyjście z tej sytuacji?
- Nooo dobrze, zgadzam się. - uśmiechnęła się do niego przez łzy i pocałowała. Tą romantyczną scenę przerwał jednak dzwonek komórki Rossa.
- Przepraszam, ale muszę odebrać, to mój tata. Halo? Cześć tato, o co chodzi? Aha, aha, no dobrze, już tam jadę. - rozłączył się. - Skarbie, muszę jechać do hotelu. Ojciec poprosił mnie, żebym przyjechał. Mogę cię teraz zostawić, a wieczorem gdzieś razem pójdziemy?
- Przecież mówiłam ci, że mam szlaban głuptasie.
- Ech, no tak, zapomniałem. To zdzwonimy się później?
- Ross, czy ty możesz raz posłuchać mnie uważnie. - roześmiała się blondynka. - Przecież nie mam komórki.
- Och God... To w takim razie podjadę na chwilkę do ciebie, a ty wyjdziesz na spacer z tym... psiakiem.
- Belą.
- Tak właśnie, Belą. - mrugnął do dziewczyny i wsiadł do samochodu. - Do zobaczenia.
- Papa.

Kiedy chłopak podjechał pod hotel, zaparkował samochód i ruszył w kierunku swojego apartamentu. Zapukał do drzwi i wszedł do środka. Na kanapie siedział już jego ojciec z ...

- ROCKY? A co ty tu robisz?
- Eeem no mogę o to samo spytać ciebie. Zresztą ja tu też mieszkam, więc chyba mogę sobie spokojnie siedzieć na kanapie, nie? 
- Już dobra, chłopcy! Ross siadaj. Chciałbym z wami porozmawiać.
- Przecież rozmawiamy codziennie.
- Proszę cię usiądź i nie dyskutuj. Niech zgadnę. Byłeś u Abi i wolałbyś tam zostać, niż przyjeżdżać tutaj. Mam rację?
- Nooo...
- Tak myślałem. Tym bardziej musimy poważnie porozmawiać.
- Tato, mógłbyś w końcu przejść do sedna sprawy, bo mi się trochę spieszy na spotkanie z Oliwką.
- No i właśnie o tym chciałem z wami porozmawiać.
- O spotkaniu z Oliwką? - zdziwił się szatyn.
- A co z Abi? - naburmuszył się blondyn.
- O mój boże, coś czuję, że nie pójdzie to tak łatwo jak myślałem. Nie, nie o spotkaniu z tą dziewczyną tylko o nich obu.
- Obu spotkaniach?
- Rocky przestań się wygłupiać i posłuchaj co mam do powiedzenia.
- Przepraszam. - próbował udawać skruszonego, ale po chwili roześmiał się, ale zobaczywszy minę ojca natychmiast się uciszył i tylko mrugnął do Rossa.
- Zacznijmy jeszcze raz chłopcy. Jesteście już pełnoletni...
- Ale nie w Polsce! - rzucił Ross. - W każdym razie ja jeszcze nie. - Mark zamknął oczy, zacisnął dłonie w pięści i przez chwile stał, oddychając głęboko.
- A więc jesteście pełnoletni - kontynuował jakby nie usłyszał słów syna. - i oboje macie już dziewczyny. Ten fakt sam w sobie mnie nie martwi. Jedynie to, że one są Polkami. Z innego kontynentu! Nie mam nic przeciwko miłości, ale nie chcę, żeby te...
- Tato! - krzyknął Rocky spodziewając się słów, które mogą nastąpić.
- ekhem, przepraszam. Nie chcę, żeby te... - przełknął ślinę - dziewczyny was hamowały. Przecież one zostaną tutaj! Nie rozumiecie, że to nie ma sensu?!? Złamiecie im i sobie serca. W Ameryce też są śliczne dziewczęta. Jeszcze przed wyjazdem spotkaliście w barze te dziewczyny, eeee jak one miały na imię?
- One już się nie liczą. Tato, nie rozumiesz, że nie potrafię przestać myśleć o Abi? Wiem. Wiem, że może to być błąd, ale jedyny, którego nie będę żałował, bo dzięki niemu jestem na prawdę szczęśliwy. - czując jak brat wkłada mu łokieć pod żebra, dodał. - Jestem przekonany, że Rocky czuje to samo, ale on nigdy nie umiał mówić o swoich uczuciach. - i dostał mocnego kuksańca w bok.
~ Basia & Lee



Jeśli chcecie się dowiedzieć co na to Mark, czytajcie nas dalej :D

Przepraszam za opóźnienie, ale nie czułam się za dobrze i nie mogłam zebrać myśli.
~ Lee